Civilization VI na Nintendo Switch – recenzja

0

Najnowsza odsłona strategicznej serii od Firaxis – Civilization VI trafiło na Nintendo Switch. Czy bardzo PCtowa produkcja sprawdza się na przenośnej konsoli?

Odpowiedź na to pytanie jest dość złożona. Z jednej strony owszem – Firaxis wykonało naprawdę ciężką robotę by Civilization VI i Switch się polubiły. Gra, w której przebijamy się przez zastępy jednostek i ikonek na ekranie jest przejrzysta nawet, gdy gramy w trybie przenośnym. Z drugiej strony występują pewne problemy, które pokazują, że nie jest to mariaż idealny.

DZIEJE CYWILIZACJI NA TELEWIZORZE I W PODRÓŻY

Civilization to seria, której nikomu grającemu na PC przedstawiać nie trzeba – to wiekowa seria, w której na generowanej przez komputer mapie świata (lub w jednym z przygotowanych przez twórców scenariuszy) walczymy o tytuł najpotężniejszego mocarstwa, przebijając się przez kolejne epoki. Począwszy od starożytności, przez średniowiecze, renesans i szereg innych er budujemy miasta, prowadzimy wojny i tworzymy cuda świata.

Civilization VI pod wieloma względami jest dobrym tytułem wejściowym do gatunku – to gra, której stosunkowo łatwo się nauczyć, a do osiągnięcia statusu mistrza potrzeba zainwestować w nią masę godzin. Interakcje z barwnymi przywódcami różnych cywilizacji, zarówno dawnych jak i tych całkiem współczesnych, odkrywanie ich własnych planów na grę, budowanie sojuszy i ciągnących się przez wieki animozji sprawia, że rozgrywka ma wiele warstw, ale pozostaje bardzo przystępna.

Wszystko to udało się zachować podczas migracji na Nintendo Switch, gdzie Civilization VI praktycznie nie ma znaczącej konkurencji. I tak już solidny tytuł staje się więc najlepszym przedstawicielem gatunku na tej platformie przez aklamację, co wcale nie znaczy, że jego twórcy spoczęli na laurach – trzeba było dużo pracy, by działał on jak należy.

CIVILIZATION VI NA MNIEJSZYCH I WIĘKSZYCH EKRANACH

Tworząc „szóstkę” Firaxis postawiło sobie kilka bardzo wyraźnych celów – jednym z nich, było takie skonstruowanie mapy świata, by jedno spojrzenie na ekran dało nam możliwie dużo informacji bez zbędnego klikania. Ta decyzja bardzo pomogła w adaptacji na Nintendo Switch – nawet na małym ekranie podczas gry w trybie przenośnym gra jest bardzo czytelna. Przesuwając ekran gałkami albo palcem dostajemy przyzwoity ogląd sytuacji, a większość rzeczy, które mogą umykać w standardowej perspektywie staje się jasna po przybliżeniu.

Na potrzeby Switcha oczyszczono jednak trochę ekran – wiele ikon i elementów interfejsu schowanych jest teraz pod bumperami. Informacje o dyplomacji, postępach w drodze do zwycięstwa, przegląd państw-miast czy zdobytych przez gracza artefaktów i dzieł sztuki znajdziemy w wysuwanych „szufladkach” po bokach ekranu. Dostanie się do nich wymaga niewiele więcej zachodu niż na PC, więc w rezultacie bieganie po menu okazuje się dość łatwe.

Nieco mniej wygodne jest obsługiwanie jednostek. Żeby zrobić naszymi żołnierzami cokolwiek poza ruchem, musimy przejechać przez całą listę rozkazów i znaleźć ten, którego potrzebujemy. Wymaga to przyzwyczajenia do nieco innej niż PCtowa mechaniki i wyrobienia sobie nawyków – przykładowo, gdy chcemy robić coś w mieście, gdzie stacjonuje armia, musimy pamiętać, że kliknięcie na pole najpierw wywoła żołnierzy, z których musimy ręcznie przełączyć się na ekran budowy i zarządzania. To jedna z małych, znikających z czasem uciążliwości jakich doświadczymy podczas zabawy. Szczęśliwie, to rzecz do której stosunkowo łatwo jest się przyzwyczaić.

POJEDYNEK Z PROCESOREM

Największą bolączką Civilization VI jest ilość zasobów, jaką konsola chciałaby wykorzystywać, w zestawieniu z tym, ile wykorzystywać faktycznie może. Jeśli jesteście, jak ja, przyzwyczajeni do rozgrywania epicko dużych i długich kampanii, gdzie po mapie świata przewija się kilkanaście różnych nacji, ciągnąc przez nią swoje wojska, lepiej zostańcie przy wersji PC – czas oczekiwania na kolejne tury już po pierwszej ćwiartce rozgrywki staje się w takich ustawieniach nieco męczący. W trybie przenośnym konsola zjada też bardzo dużo energii – bateria pracuje nawet, gdy gracz nic nie robi, przeliczając kolejne tury, w związku z czym pobawimy się z Civilization nieco krócej, niż z wieloma innymi tytułami.

Szczęśliwie to problem tylko dla fanów epickiej rozgrywki – w standardowych ustawieniach (które także dostarczają sporo zabawy!), gdzie świat gry jest nieco mniejszy i zawiera zaledwie kilka cywilizacji, problem ten jest znacznie mniej odczuwalny – jeśli jesteśmy w stanie żyć bez ekstremalnie dużych i długich scenariuszy, nie mamy powodu do narzekań.

WIELCY NIEOBECNI

Zabrakło natomiast dwóch rzeczy, za którymi można zatęsknić. Pierwszą jest możliwość gry w sieci ze znajomymi – Civilization VI obsługuje na Nintendo Switch tylko lokalną rozgrywkę dla wielu graczy. Drugą jest dodatek Rise and Fall, wydany na początku tego roku. Chociaż na horyzoncie jest już drugie rozszerzenie, Firaxis nie uznało za konieczne zawarcia dużego, znacząco rozbudowującego DLC w wersji na konsolę Nintendo, ciężko powiedzieć też, czy w ogóle będzie on dostępny. Choć początkowo nie jest to może tragedia, po rozegraniu kilku scenariuszy chciałoby się sięgnąć po dobrodziejstwa takie jak gubernatorzy, dzięki którym Civilization VI staje się zwyczajnie ciekawsze.

PODSUMOWUJĄC

Civilization VI na Switcha to dobry wybór, szczególnie, jeśli szukamy strategii typu 4X, na tę przenośną konsolę – Firaxis bardzo wysoko ustawiło poprzeczkę dla innych firm, które chciałyby propagować ten gatunek na platformie Nintendo. Twórcy poszli na parę ustępstw, a chcąc rozgrywać najbardziej epickie kampanie w plenerze lepiej wziąć ze sobą power bank albo ładowarkę, jednak zmiany w stosunku do PCtowej wersji nie są w stanie zepsuć tak solidnej gry.

Artur Cnotalski

Gra od kiedy pamięta. PCtowiec, który nie boi się konsol ani urządzeń przenośnych. Kiedy nie siedzi przy komputerze, prawdopodobnie gra w planszówki lub "papierowe" RPG.

Zostaw komentarz