Być jak Ragnar Lodbrok – recenzja Expeditions: Viking

0

Po chwałę i bogactwa!

Expeditions: Viking to kolejna po Expeditions: Conquistador historyczna strategia turowa studia Logic Artist. Jak sama nazwa wskazuje, tematem przewodnim produkcji są podboje walecznych wikingów. Na fali popularności serialu stacji History Channel temat jak najbardziej na czasie, ale czy to wystarczy, aby gra powtórzyła sukces poprzedniczki? Myślę, że każdy, kto zagrał i pokochał Expeditions: Conquistador, zna już odpowiedź na to pytanie i nie musi nawet czytać recenzji. Pozostałych zapraszam do lektury.

ANNO DOMINI 790

Akcja Expeditions: Viking toczy się w latach 90-tych VIII wieku, czyli u zarania okresu wikińskiego w Europie, za początek którego uznaje się rok 793, kiedy to wojownicy z mroźnej Skandynawii złupili i zniszczyli klasztor na wyspie Lindisfarne u wybrzeży północno-wschodniej Anglii. Bohaterem gry jest młody syn niedawno zmarłego wodza, który na mocy prawa, obejmuje przywództwo. Ojciec pozostawił po sobie niemały bałagan, dlatego w ręce swojego potomka oddał krainę wyludnioną i osłabioną politycznie. Dziedzic bierze sobie za cel przywrócenie jej dawnej świetności. A czy jest na to lepszy sposób od śmiałej ekspedycji do bogatych i potężnych zamorskich królestw? Historia pokazała, że nie.

Dialogi stanowią sporą część rozgrywki
Dialogi stanowią sporą część rozgrywki

Każdy, kto oglądał przynajmniej pierwsze dwa sezony serialu Wikingowie stacji History Channel, wie że na ekranie da się to pokazać widowiskowo i emocjonująco. Studio Logic Artists wybrało jednak zupełnie inną drogę. Efekt jest taki, że gra Expeditions: Viking jest bardziej oszczędna w wyrazie, ale wcale nie mniej wciągająca i interesująca. Nie oczekujcie wartkiej akcji i wizualnej perfekcji – tytuł skupia się głównie na politycznych rozgrywkach lokalnych i zamorskich przywódców i prostej ekonomii. Liczba ścieżek, którymi można podążyć i sojuszy, jakie można zawrzeć, a przez nie wpłynąć na politykę lokalną, jest naprawdę imponująca. To co jednak urzekło mnie najbardziej, to poważne konsekwencje naszych postępków, z którymi musimy liczyć się nawet wtedy, kiedy nasza drużyna przegra bitwę! Nie podoba mi się natomiast to, że gierki polityczne, które są osią fabuły, są trochę schematyczne i niezbyt zagmatwane. Na przykład w drugim akcie oba królestwa mają po dwóch pretendentów do tronu, którzy gdy tylko zwyciężą, dążą do konfrontacji. Zadania, jakie zlecają bohaterowi wodzowie i napotkane postaci też nie są przesadnie pomysłowe i rozbudowane. Powiedziałbym raczej, że klasyka gatunku cRPG.

Expeditions Viking_03
Dobra taktyka to podstawa zwycięstwa

Tak jak Conquistador, Expeditions: Viking posiada kolorowy i przyjemny dla oka – pod warunkiem, że lubicie izometryczny rzut kamery – styl wizualny. Grafika bywa nieczytelna, ale nie z powodu jakości tekstur, a dużej liczby detali. Największe wrażenie robią jednak nie efektowne i krwawe egzekucje w trakcie potyczek, tylko przepiękne widoki. Poszczególne królestwa różnią się nie tylko kolorami, ale także stylistyką – inaczej żyją i wyglądają Wikingowie, inaczej Anglosasi, a jeszcze inaczej Piktowie. Elementem, w którym zakochałem się od pierwszej chwili jest przepiękna ścieżka dźwiękowa inspirowana muzyką tradycyjną i folklorem. Szkoda tylko, że bohaterowie nie są trochę lepiej udźwiękowieni. Zresztą po pewnym czasie przestało mi to nawet przeszkadzać.

RAJ DLA STRATEGA

Fabularna otoczka jest płaszczem dla taktycznej mechaniki. Jestem pod wrażeniem liczby zdolności specjalnych, które liczone są w dziesiątkach (sic!), oraz czynników, jakie mają wpływ na walkę. Poza statystykami postaci i wyposażenia są to m.in. odległość od wroga, ukształtowanie terenu, roślinność, a nawet pora dnia – przeciwnik, który stoi nocą przy pochodni, jest bardziej widoczny. Ujęło mnie też to, że wspomniane wyżej statystki mają istotny wpływ na dialogi i rozwój wypadków. Jak łatwo się domyślić, Expeditions: Viking nie jest grą prostą, a wręcz przeciwnie – drobny błąd może sprawić, że rodząca się w bólach przewaga, zamieni się w mgnieniu oka w sromotną klęskę. Przy niektórych potyczkach musiałem się nieźle natrudzić, a prawdziwy przełom przyszedł dopiero wtedy, kiedy nauczyłem się planować kolejne posunięcia oraz łączyć ze sobą umiejętności i elementy wyposażenia.

Liczba współczynników i umiejętności może na początku przyprawić o zawrót głowy
Liczba współczynników i umiejętności może na początku przyprawić o zawrót głowy

Poza politycznymi gierkami, zadaniem gracza jest rozwijanie rodzimej osady – to właśnie prosty element ekonomiczny, o którym wspominałem powyżej. Za pozyskane na różne sposoby surowce zwiększamy obronność naszej wioski i wzmacniamy jej pozycję. System ten jednak nie różni się specjalnie od rozbudowy twierdzy z konkurencyjnych tytułów. Twórcy po prostu położyli trochę większy nacisk na aspekty handlu i pozyskiwania surowców. Inna sprawa, że spisuje się przyzwoicie i buduje klimat. Przy opisywaniu podstawowych mechanik nie sposób nie wspomnieć też o systemie stosunków z poszczególnymi frakcjami – mniej przyjaźnie nastawieni sojusznicy odmówią nam na przykład sprzedaży broni – oraz systemie lojalności towarzyszy broni, którzy posiadają odmienne osobowości, a co za tym idzie, reagują na nasze poczynania zgodnie ze swoimi poglądami.

Rozbudowa rodzimej osady to proces żmudny i czasochłonny
Rozbudowa rodzimej osady to proces żmudny i czasochłonny, który daje jednak poczucie satysfakcji

Niestety, Expeditions: Viking nie jest grą idealną. Największą jej wadą jest liczba chwalonych przeze mnie wyżej współczynników i związanych z nimi okienek. Zadowalające rozeznanie w dostępnych opcjach i systemach zdobyłem dopiero po kilku godzinach grania! Ważne jest tutaj to, że nie miałem styczności z Expeditions: Conquistador. Tytuł wymaga na pewno sporo cierpliwości i czasu, których nie każdy ma pod dostatkiem. Jeżeli chodzi o kwestie techniczne, to wersja recenzencka nie była pozbawiona błędów. Gra czasami wysypywała się do pulpitu, a drobne bugi uniemożliwiały mi niekiedy ukończenie misji pobocznych. Myślę jednak, że kolejne łatki wkrótce zlikwidują te niedogodności.

VALHALLA CZEKA

Nie ma wątpliwości, że Expeditions: Viking nie jest grą dla każdego. Duża liczba okienek, a jeszcze większa współczynników, skomplikowana mechanika rozgrywki, taktyczne potyczki w systemie turowym czy historyczne realia nie wszystkim się spodobają. Jeżeli nie brzmi to w waszych uszach jak litania wad, ale raczej zalet i pokochaliście poprzedniczkę oraz podobne jej gry, również ta nie sprawi wam zawodu. Nawet pomimo wymienionych w tekście niedociągnięć, bawiłem się wyśmienicie i z pewnością w przyszłości sięgnę po Expeditions: Conquistador, aby nadrobić zaległości.

Grę do testów dostarczyła firma Cenega, za co serdecznie dziękujemy!

 

Werdykt

  • Fabuła i klimat
    8
  • Grafika
    8
  • Dźwięk
    8
  • Dopracowanie
    8
  • Grywalność
    8
  • Ocena użytkowników (0 głosów)
    0
    Your Rating:
Podsumowanie

Expeditions: Viking nie jest grą dla każdego. Jeżeli niestraszna wam duża liczba współczynników, wysoki poziom trudności i taktyczne potyczki w turach, a przy okazji interesujecie się historią, nie mogliście trafić lepiej. Dla niektórych tytuł może być jednak trochę przytłaczający i zwyczajnie nudny.

80%
80
Dobra
Dawid Sych

Indiana Jones i nerd w jednym. Zawsze wszystko wie i zawsze we wszystkim ma rację, więc lepiej nie wchodzić z nim w polemikę. Amator nowych technologii, dobrych książek i seriali.

Zostaw komentarz