Być jak Mieszko I, czyli recenzja gry Ancestors Legacy.

0

Gliwickie studio potwierdza prawdziwość przysłowia, że do trzech razy sztuka.

Przyznam szczerze, że po okropnym Hatred i jeszcze gorszym IS Defense niczego dobrego po gliwickiej ekipie Destructive Creations już się nie spodziewałem. Łukasz potwierdzi, że docinkom pod adresem Ancestors Legacy nie było końca, ale miny szybko nam zrzedły, bo okazało się, że nowe dzieło DC to w gruncie rzeczy całkiem dobra strategia czasu rzeczywistego. Może nie zrewolucjonizuje gatunku, ale dostarczy wam przedniej rozrywki na wiele godzin, nawet jeżeli nie należycie do amatorów strategii.

Kliknij w banner, aby przejść do recenzji gry Hatred

Ancestors Legacy to strategia czasu rzeczywistego, której kanwą były burzliwe wydarzenia wczesnych wieków średnich, kiedy niezliczone ludy ścierały się ze sobą na arenie dziejów. Twórcy przygotowali w sumie siedem kampanii fabularnych, w których poznamy losy groźnych Wikingów, bitnych Anglosasów, chrześcijańskich Germanów i walecznych Słowian. Zwłaszcza ta czwarta frakcja zwróciła moją uwagę, ponieważ pozwoliła mi na wcielenie się w… Mieszka I, pierwszego historycznego władcę Polan i Państwa Gnieźnieńskiego, bo pod taką nazwą nasz kraj znany był pod koniec X w. n.e. Podczas rozgrywki weźmiemy udział w takich historycznych wydarzeniach jak na przykład atak Wikingów na klasztor na wyspie Lindisfarne czy bitwa Mieszka I z margrabią Hodonem pod Cedynią w 972 roku.

Każdą frakcją można rozegrać dwie kampanie, z których każda liczy po pięć misji, i chociaż nie wszystkie były dostępne w wersji recenzenckiej gry, to te grywalne dały mi dobre wyobrażenie na temat tego, czego po Ancestors Legacy można się jeszcze spodziewać. Zadania cechuje duża różnorodność, a nawet pewna swoboda. Świetny przykład stanowi pierwsza misja kampanii Mieszka I, w której sojuszników można pozyskać poprzez pertraktacje i pomoc lub ogniem i mieczem. Jeżeli myślicie, że to mało, dodam, że możecie też realizować liczne zadania poboczne. No dobrze, może już zbyt długo rozwodzę się nad historycznymi realiami Ancestors Legacy i kampaniami fabularnymi, ale nie ukrywam, że urzekły mnie one z miejsca. Czas jednak skupić się na mechanikach, którymi rządzi się sama rozgrywka.

Amatorzy strategii czasu rzeczywistego w mgnieniu oka zauważą, że źródłem inspiracji dla studia Destructive Creations były produkcje pokroju Company of Heroes – na czoło wybija się położenie większego nacisku na dowodzenie małymi grupami wojaków i mądre wykorzystanie ukształtowania terenu, jak również zepchnięcie na dalszy plan rozbudowy bazy i gromadzenia surowców. Każda frakcja ma mocne i słabe strony, podobnie zresztą jak poszczególne jednostki, które działają na zasadach ciut bardziej skomplikowanych niż proste kamień, nożyce i papier. Wikingowie posiadają potężną piechotę, ale już znacznie słabsze jednostki strzeleckie i konnicę. Z kolei Słowianie są mobilni, ale wolno zdobywają doświadczenie i dostęp do technologii, a to dopiero wierzchołek góry lodowej.

Ancestors Legacy pozwala m.in. na zastawiania na przeciwnika pułapek w postaci wilczych dołów czy atakowanie go znienacka wojownikami ukrytymi w wysokiej trawie czy pod osłoną nocy. Kluczem do zwycięstwa są też zagrywki, takie jak szarża z flanki czy niespodziewany atak zza pleców wroga. Zawsze też dobrze mieć pod ręką łuczników, ale trzeba pamiętać o tym, że źle wymierzone strzały mogą razić również naszych wojowników. Nasi ludzie stanowią w Ancestors Legacy najwyższe dobro, gdyż można ich nie tylko ulepszać na różne sposoby, ale także awansować na kolejne poziomy doświadczenia. Żółtodzioby nie będą miały najmniejszych szans w starciu z zaprawionymi w bojach wojami. Myślę, że głębia mechanik zadowoli nie tylko amatorów, ale także weteranów strategii czasu rzeczywistego. Poza kampaniami fabularnymi, Ancestors Legacy oferuje też tryby Skirmish i wieloosobowy z modułami Dominacja i Anihilacja. Mieliśmy okazję testować multi z Łukaszem i zabawa jest przednia.

Nie sposób też nie wspomnieć o stronie wizualnej i ścieżce dźwiękowej Ancestors Legacy. Tytuł bazuje na silniku Unreal Engine 4, który rozwija skrzydła zwłaszcza w zaczerpniętym z Hatred trybie kinowym. Ancestors Legacy epatuje przemocą, ale jest to zupełnie inny rodzaj przemocy niż we wspomnianym wyżej Hatred. Tam była ona zupełnie bezcelowa i głupia, natomiast tutaj podkreśla ona zaciętość i brutalność średniowiecznych starć. Trybu kinowego nie będziecie pewnie używać zbyt często, ponieważ potyczki są zbyt angażujące, ale z pewnością stanowi on miły dodatek. W tle przygrywa doskonała muzyka inspirowana folklorem poszczególnych frakcji – motyw główny z menu za każdym razem przyprawia mnie o ciarki. Świetnie prezentują się też przerywniki filmowe, które doskonale budują klimat gry.

Słowianie Dawida spuszczają łomot Anglosasom Łukasza. Rok 960. Koloryzowane.

Niestety, Ancestors Legacy nie jest tytułem bez skazy. Niekiedy szwankuje sztuczna inteligencja i animacje, doświadczyłem też poważnych problemów z optymalizacją. Nie sposób pozbyć się również wrażenia wtórności. Studio Destructive Creations nie rewolucjonizuje gatunku strategii czasu rzeczywistego, a jedynie w twórczy sposób wykorzystuje rozwiązania znane z innych tytułów, takich jak chociażby wspomniane na wstępie tego tekstu Company of Heroes. Chociaż gliwicka ekipa nie wymyśla na nowo koła, to Ancestors Legacy i tak stanowi doskonałą rozrywkę dla amatorów strategii czasu rzeczywistego i nie tylko. Tytuł urzeka zwłaszcza głębią mechanik taktycznej rozgrywki, jak również warstwą wizualną i ścieżką dźwiękową. Jak na razie największe pozytywne zaskoczenie tego roku.

OCENA KOŃCOWA: 78/100

PLUSY:
taktyczne potyczki z dużą liczbą zmiennych
zróżnicowane historyczne kampanie
+ grafika i ścieżka dźwiękowa
+ tryb kinowy
MINUSY:
 niekiedy optymalizacja
 drobne błędy natury technicznej

Grę do testów dostarczyły firmy 1C Publishing i Cenega, za co serdecznie dziękujemy!

Werdykt

  • Ocena
    7.8
Podsumowanie

Ancestors Legacy nie rewolucjonizuje gatunku, ale umiejętnie wykorzystuje sprawdzone rozwiązania. Rozgrywka urzeka taktyczną głębią, a warstwa wizualna i ścieżka dźwiękowa stanowią wisienkę na torcie.

78%
78
Dobra
Dawid Sych

Od dziecka zapalony pecetowiec, a od niedawna konsolowy neofita. Kocha rozbudowane gry role-playing z masą statystyk i dziesiątkami okienek, najlepiej izometryczne i w klimacie science-fiction lub post-apo. Alergicznie reaguje na wszelkiej maści sandboksy oraz gry sportowe. Wielbiciel literatury klasycznej i amator dobrych seriali.

Zostaw komentarz