Bunt maszyn w niemieckim wydaniu. Recenzja The Surge.

0

Idealny przykład niewykorzystanego potencjału.

Możliwości niemieckiego studia poznaliśmy bliżej przy okazji premiery Lords of the Fallen, które było tworzone we współpracy z rodzimym CI Games. Do dzisiaj niestety pozostaje tajemnicą podział prac nad tym tytułem, ale patrząc na najnowsze dokonania obu producentów, jestem skłonny stwierdzić, że to właśnie Deck 13 odpowiadało za lepsze elementy tamtego tytułu. LotF słynął z licznych błędów, często uniemożliwiających kontynuowanie rozgrywki, czego na szczęście w The Surge nie uświadczyłem (przynajmniej nie w takim stopniu, bo bugi nadal są), choć miałem okazję testować wersję przedpremierową. Dodam tylko, że najnowsza odsłona Ghost Warrior była pełna niedoróbek, co oznacza, że zrezygnowanie z dalszej kooperacji z CI Games wyszło naszym zachodnim sąsiadom na dobre.

NOWY, LEPSZY ŚWIAT

Gatunek souls-like widocznie przypadł Deck 13 do gustu, ponieważ ich najnowsze dzieło również korzysta z jego dobrodziejstw. Na szczęście, producent poszedł tą samą drogą co twórcy rewelacyjnego Nioh, dodając od siebie sporo nowości, a nie tylko zżynając wszystko od From Software. W przeciwieństwie do Dark Souls znajdziemy tutaj bardziej zarysowany wątek fabularny, prezentowany w znacznie przystępniejszej formie. Oznacza to, że na swojej drodze natrafimy na sporo postaci niezależnych, z którymi będziemy mogli rozmawiać (drzewko wyboru odpowiedzi) oraz gdzieniegdzie znajdziemy tablice informacyjne, porozrzucane tu i ówdzie nagrania oraz podsłuchamy rozmów strażników. Niestety, choć sam koncept był bardzo dobry, to jednak historia nie bywa zbyt wciągająca i tak naprawdę już po pierwszych dwóch godzinach przestaje obchodzić gracza. Jest to trochę smutne, ze względu na ciekawie przemyślane zwroty akcji, które mimo wszystko nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia.

W przeciwieństwie do większości gier typu souls-like, akcja The Surge nie została osadzona w klimatach fantasy, tylko postawiła na mocne science-fiction. Historia przenosi nas do niedalekiej przyszłości, gdzie wielka korporacja CREO, dominująca na rynku dóbr przemysłowych i konsumenckich postanawia wystartować z innowacyjnym programem Resolve mającym przywrócić zszarganej Ziemi jej dawny blask. W tym celu wystrzeliwuje w przestrzeń kosmiczną specjalne rakiety, umożliwiające w jakiś sposób uzdrowienie naszej planety. Żeby firma działała prężnie, potrzebuje non stop nowych ludzi, pracujących w futurystycznych egzoszkieletach zwiększających ich siłę i zdolności motoryczne. Taką osobą jest właśnie główny bohater, Warren, którego pierwszy dzień w pracy wygląda trochę inaczej, niż to sobie wyobrażał. Podczas operacji montowania „stroju roboczego” dochodzi do pewnej dziwnej sytuacji, ale to tylko początek zmartwień protagonisty. Wszystkie maszyny  występujące w fabryce stały się agresywne, włącznie z większością robotników oraz strażników.

W grze nie ma tradycyjnego systemu rozwoju bohatera. Zamiast tego, Deck 13 postawiło na ciekawy system instalowania implantów w egzoszkielecie.
W grze nie ma tradycyjnego systemu rozwoju bohatera. Zamiast tego, Deck 13 postawiło na ciekawy system instalowania implantów w egzoszkielecie.

STARE MIESZA SIĘ Z NOWYM

Rozgrywka w dużej mierze wygląda identycznie jak w serii Dark Souls. Zazwyczaj nie otrzymujemy konkretnego zadania, tylko sami musimy odkryć, co powinniśmy zrobić. Podobnie jak w dziele From Software, tutaj również nie dysponujemy minimapką (aczkolwiek na niektórych tablicach możemy znaleźć podpowiedzi co do naszego położenia), a dostępne lokacje to sieci labiryntów oraz skrótów, które należy odblokowywać. Nie zabrakło też oczywiście motywu z utratą punktów umiejętności (tutaj pod postacią złomu) po śmierci i odradzaniem się przeciwników po każdorazowym skorzystaniu z bezpiecznego miejsca. Jest natomiast kilka elementów, wyróżniających The Surge od innych gier souls-like.

Mowa o systemie polegającym na wyborze części ciała (bądź obudowy, w przypadku maszyn) podczas walk z przeciwnikami. Dzięki temu, nie tylko musimy dobierać odpowiednią taktykę do danego typu oponenta, ale także zwracać uwagę na jego słabe strony. Wymusza to na graczu większej koncentracji i jeszcze bardziej taktycznego podchodzenia do starć. Co ciekawe, system ten nie służy wyłącznie do skomplikowania pojedynków, ale ma ogromny wpływ na rozwój głównego bohatera. Jeśli potrzebujemy nowej, lepszej ręki do naszego egzoszkieletu, musimy znaleźć wymagającego przeciwnika, a następnie stoczyć z nim walkę w taki sposób, żeby ostatecznie wyrwać mu ramię. Wtedy odblokowujemy odpowiedni schemat, z którego możemy następnie wyprodukować pożądane wyposażenie. W identyczny sposób zdobywamy dostęp do nowych rodzajów oręża.

Przeciwnicy zazwyczaj walczą za pomocą broni białej, ale na swojej drodze natrafimy również na typów z miotaczem ognia lub innymi gadżetami o dalekim zasięgu.
Przeciwnicy zazwyczaj walczą za pomocą broni białej, ale na swojej drodze natrafimy również na typów z miotaczem ognia lub innymi gadżetami o dalekim zasięgu.

COŚ POSZŁO NIE TAK

Większość nowych pomysłów wprowadzonych przez Deck 13 uważam za udane, ale żeby nie było zbyt pięknie, muszę napisać, że w mojej opinii futurystyczna otoczka zagrała na niekorzyść gry. Objawia się to przede wszystkim niezbyt ciekawymi lokacjami, a raczej ich małą różnorodnością. Produkcję ukończyłem w dwadzieścia dwie godziny, z czego większość czasu spędziłem w szybach wentylacyjnych, fabryce robotów, wysypisku złomu i w innych nudnych miejscach. Na dobrą sprawę tylko kilka miejscówek zasługuje na uwagę, ale nie chcę w tym momencie ich opisywać, żeby za bardzo nie spoilerować.

Producent dał też ciała podczas projektowania przeciwników – nie dosyć, że jest ich stosunkowo niewielu, to na dodatek nie zaskakują niczym ciekawym. Ot, zwykli ludzie opancerzeni w różne zbroje, jakieś humanoidalne maszyny oraz trójnogie Gekko z Metal Gear Solid 4. Jednym słowem – nuda. Developer nie wykorzystał ponadto potencjału bossów, których potęga wynika wyłącznie z tego, że zadają duże obrażenia. Same starcia są nudne i przez większość czasu zmuszają nas do wykonywania zapętlonych ruchów. Pod tym względem, ostatnie starcie to prawdziwa żenada, zwłaszcza jej druga faza.

Odrywaniu kończyn towarzyszą widowiskowe i brutalne wstawki.
Odrywaniu kończyn towarzyszą widowiskowe i brutalne wstawki.

Kolejnym problemem The Surge bywa niesprawiedliwość gry, co w przypadku souls-like nie ma prawa mieć miejsca. Deck 13 zdecydowanie nie odrobiło lekcji i nie wyciągnęło wniosków z gier From Software. W produkcji Niemców miałem wrażenie, że wyznacznikiem poziomu trudności są wyskakujący znienacka przeciwnicy zabijający głównego bohatera jednym ciosem. Taki zabieg byłby ciekawy, ale gdyby wykorzystano go maksymalnie kilka razy. Niestety, developer nie znał umiaru, przez co nieustannie jesteśmy zalewany tandetnymi straszakami, przy akompaniamencie niesamowicie irytujących skrzeków wychodzących z gardeł oponentów. Nie dosyć, że eksploracja w grze bywa nieciekawa ze względu na lipne lokacje, to jeszcze co chwilę musimy wywabiać przeciwników z ich „tajemnych” skrytek.

BŁĄD SYSTEMU

The Surge to pod wieloma względami gra niesłychanie interesująca, ale ma zbyt dużo nieprzemyślanych i źle wykonanych elementów, przez co nie można jej ocenić tak dobrze, jak Nioh czy wszystkich produkcji studia From Software. Testowana przeze mnie wersja działała dosyć stabilnie, ale i tak trzy razy gra kompletnie się zwiesiła, wymuszając restart konsoli. Mimo to, w porównaniu do Lords of the Fallen, dzieło Deck 13 działa jak dobrze naoliwiona maszyna. Miłośnicy souls-like powinni grze dać szansę, ale od razu ostrzegam, że nie jest to pozycja z pierwszej ligi, choć miała ku temu ogromne predyspozycje.

Grę do testów dostarczyła firma cdp.pl, za co serdecznie dziękujemy!

 

Werdykt

  • Fabuła i klimat
    6.5
  • Grafika
    7
  • Dźwięk
    6.5
  • Dopracowanie
    6
  • Grywalność
    8
  • Ocena użytkowników (0 głosów)
    0
    Your Rating:
Podsumowanie

The Surge miało ogromny potencjał stać się jedną z bardziej oryginalnych produkcji reprezentujących gatunek souls-like. Pod wieloma względami tak się właśnie stało, ale niestety zbyt małe doświadczenie Deck 13 w tworzeniu tego typu gier jest widoczne na każdym kroku.

68%
68
Dobra
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz