Bloodborne – recenzja

0

Włodarze studia From Software po przystawce i dwóch daniach głównych serwują nam wyśmienity, krwisto-wiktoriański deser.

Pierwsze zapowiedzi Bloodborne rozpaliły oczekiwania nawet najbardziej konserwatywnych fanów gier japońskiego developera. Przekaz był bowiem jasny: z przeklętego, anonimowego wędrowca, wiecznie wystawianego na śmierć, mieliśmy stać się bezwzględnym, pozbawionym skrupułów łowcą. Model rozgrywki z bardziej taktyczno-zachowawczego miał pójść w bardziej agresywną stronę. Ba, jeszcze przed premierą fani zaczęli określać Bloodborne mianem „Dark Souls bez tarczy”, co zorientowanym w temacie mówi naprawdę sporo. Mało tego, graczom przyszło zrzucić płytową zbroję i ciężki miecz na rzecz rynsztunku rodem opowieści o Van Helsingu. Zaintrygowani?

bloodborne

Nieco inaczej, ale efektownie i z klasą

Musimy to powiedzieć wprost: From Software odeszło od wcześniej sprawdzonej formuły. Nie czujemy się już wiecznie zaszczuci, nie szukamy z utęsknieniem ogniska, nie załamujemy rąk mierząc się z kolejnym bossem. Tym razem to my (przynajmniej w teorii), mimo wciąż wyśrubowanego poziomu trudności, zaczynamy rozdawać karty i pokazujemy bestiom, kto tu rządzi. Bez chowania się za tarczą, bez popadania w depresję, za to z przytupem, będąc uzbrojonym w rewolwer i rapier (czy inny fikuśny tasak). Developer wyraźnie daje nam do zrozumienia: jesteś łowcą, zrób tu porządek!

bloodborne

Jest klimat, choć fabuły ponownie ze świecą szukać

Możecie być jednak spokojni, gra wciąż zawiera kluczowe elementy, za które pokochaliśmy poprzednie gry tego producenta. Ale po kolei. Ponownie nie uświadczycie tutaj wciągającej fabuły, gdyż jest ona jedynie pretekstem do rzucenia nas do kolejnego, ogarniętego przez wszelakie zło uniwersum: Yharnam. Jego klimat i design, mimo że kolorystycznie szarobury, zwyczajnie powala na kolana. From Software zabrało nas na wycieczkę do zdeprawowanej XIX-wiecznej metropolii, która z miejsca urzeka. Projekty budynków, masa nawiązań do epoki wiktoriańskiej oraz projekty potworów sprawiają, że pod względem oprawy artystycznej mamy do czynienia z najpiękniejszą grą w tym roku. Przemierzanie tego niegościnnego świata, z charakterystyczną lampa naftową w dłoni, jest niesamowitym doświadczeniem.

bloodborne

Co ze sprawdzoną mechaniką?

Już pierwsze godziny spędzone z grą dadzą nam do zrozumienia, że pomimo wielu zmian w stosunku do pierwowzorów, mamy do czynienia z prawowitym spadkobiercą serii Demon’s i Dark Souls. Sposób poruszania się, uników oraz zadawania ciosów jest żywcem wyjęty ze wspomnianych poprzedników. Dlatego też, pomimo tego że twórcy sugerują nam znacznie agresywniejszą ekspansję, wciąż najlepiej odnajdą się tutaj weterani poprzednich gier japońskiego developera.

Mechanika rozgrywki w poprzednich częściach była właściwie całą siłą napędową cyklu. Wyśrubowany poziom trudności w połączeniu z mocno taktycznym systemem walki (w czasie rzeczywistym, ale opartym o parowanie uderzeń, uniki i umiejętne, miarowe wyprowadzanie ciosów), zaskarbił sobie oddanie milionów graczy ceniących sobie wyzwania. Brak prowadzenia za rękę, surowe kary za błędy, wymagające starcia nawet z szeregowymi przeciwnikami odbiły się szerokim echem w całej branży gier. I wszystkich tych elementów w Bloodborne nie brakuje.

bloodborne

Oprawa

Wiktoriańskie czeluście świata Yharnam to prawdziwa uczta dla oka. XIX-wieczna architektura została tutaj ukazana z największą możliwą dbałością o szczegóły. Zdewastowane uliczki dolnego miasta zdobią zniszczone powozy oraz wozy z zaopatrzeniem. Rysuje się przed nami krajobraz po bitwie, która przegrana dla mieszkańców krainy, skończyła się bardzo dawno temu. Gdy zaś spojrzymy w górę, zostaniemy przytłoczeni majestatycznością strzelistych budowli przywodzącymi na myśl najznamienitsze europejskie budowle sakralne. Pozbawione jednak należnej chwały i skąpane we wszechobecnym mroku. Same projekty potworów to właściwie temat na osobną publikację, jednak najlepiej będzie je określić mianem upiornych.

Oprawę muzyczną Bloodborne najłatwiej określić jako niepokojącą. Subtelny, ale zarazem przejmujący, kobiecy wokal doskonale łączy się tutaj z klasycznymi kompozycjami, gdzie na pierwszy plan wysuwają się instrumenty smyczkowe. Wtórują im instrumenty dęte oraz bębny, które dodatkowo świetnie stopniują napięcie. Gdzieniegdzie przewijają się także chóry, jednak służą one jedynie podkreśleniu dynamiki starć. Ścieżka dźwiękowa, pomimo tego że nie wyróżnia się na tle wielu podobnych kompozycji tworzonych na potrzeby gier, świetnie uzupełnia klimat świata przedstawionego.

bloodborne

Słowem podsumowania

Aż trudno uwierzyć, jak mało jest gier adaptujących do swoich potrzeb niezwykle działające na wyobraźnię czasy epoki wiktoriańskiej. Bloodborne doskonale wypełnia tę niszę i prezentuje, jaki ma ona potencjał. To nie tylko kapitalna podróż do przeszłości, ale wyśmienite, wymagające action-RPG gwarantujące dziesiątki godzin angażującej zabawy. Fani Dark Souls poczują się jak w domu, a nowi gracze zostaną wciągnięci za sprawą niesamowitej oprawy. To pozycja obowiązkowa dla każdego wymagającego gracza.


Werdykt

  • Rozgrywka
    9
  • Fabuła
    6
  • Klimat
    10
  • Grafika
    9
  • Muzyka
    8
  • Ocena użytkowników (1 głosów)
    10
    Your Rating:
Podsumowanie

Wyobraźcie sobie Dark Souls w nawiedzonej przez potwory wiktoriańskiej Anglii, której na pomoc rusza sobowtór Van Helsinga. Nie ma lepszej rekomendacji.

84%
84
Bardzo dobra
Adam Szymański

Gracz od piątego roku życia, gdy brat pozwalał mu pogrywać na Commodore 64 oraz Amidze. Przez lwią część życia zagorzały pecetowiec, niestroniący jednak od konsol. Miłośnik otwartych światów i rozwiązań społecznościowych w grach wideo. Obecnie zakochany w marce Nintendo.

Zostaw komentarz