Battlefleet Gothic: Armada 2 – recenzja      

0

Uniwersum Warhammera 40,000 jest unikalne pod jednym względem – pozwala rozgrywać przygody w każdej skali, od pojedynczego żołnierza, po gigantyczne, przypominające katedry okręty przemierzające przestrzeń między gwiazdami. Battlefleet Gothic: Armada 2 skupia się na tych ostatnich i daje nam szansę rozgrywać epickie bitwy… morskie.

Battlefleet Gothic: Armada 2 to adaptacja „stołowego” bitewniaka, w którym ściera się dwanaście frakcji. Korzystając z okrętów dużych i małych, a właściwie: gigantycznych i całkiem sporych, ścieramy się tu na polach bitew pełnych anomalii, kryjówek i innych niespodzianek. To także sequel do wydanej trzy lata temu gry strategicznej, rozwijający ją w znaczący sposób, ale też nadający bardzo konkretny kierunek.

Choć rozegramy w niej trzy duże kampanie, w „dwójce” widać naprawdę, że gra stara się pogodzić kampanię dla pojedynczego gracza i tryb wieloosobowy robiąc to kosztem swobody personalizacji, jaką widzieliśmy w niej za pierwszym razem. Wzmianka o bitwach morskich jest dość znacząca. Podczas gdy tytuły takie jak Battlestar Galactica: Drednaught poświęcają sporo uwagi trójwymiarowości walk, tu wszystko dzieje się w jednej płaszczyźnie. Choć można narzekać na brak realizmu takich dwuwymiarowych starć w kosmosie, świat Warhammera, gdzie zielonoskóre grzyby walczą z metalowymi, ciągle regenerującymi się szkieletami i tak wydaje się być odczuwalnie daleko od „prawdziwości”.

RÓŻNORODNOŚĆ KLUCZEM SUKCESU

Tindalos Interactive chwali się, że przy drugim podejściu do gotyckiej armady zmieściło w swojej produkcji wszystkie 12 frakcji, które pojawiły się w bitewniakowej wersji tego aspektu świata Warhammera. Te kilka różnych stronnictw ludzi, Tau i Eldarów a do tego Orkowie, Tyranidzi i Nekroni to zestaw okrętów, mechanik i umiejętności, sprawiający, że grę można nazwać naprawdę różnorodną.

Wytaczając się na pole bitwy przeciwko poszczególnym frakcjom musimy uważać kiedy i jak korzystamy z naszego arsenału broni i sztuczek, bo kosmici różnią się wytrzymałością, mobilnością, a nawet sposobem, w jaki toczą walki – jedni spróbują zmiażdżyć wrogą flotę, inni spróbują bardziej partyzanckich taktyk polegających na podgryzaniu i uciekaniu, jeszcze inni po prostu zniszczą morale wroga. Wszystko to w połączeniu ze zmieniającymi się warunkami pola bitwy (choć samych trybów walki jest odczuwalnie mniej – gramy do ostatniego stojącego, lub walczymy o kontrolę nad punktami) daje grę, z której da się wycisnąć dziesiątki godzin zabawy.

KAMPANIA, CZYLI HEJ WOJENKO

Twórcy zmienili podejście do kampanii – zamiast szeregu misji przeplatanych informacjami o nadchodzących inwazjach dostajemy tu stale rosnącą mapę strategiczną, na której stopniowo przejmujemy kontrolę nad kolejnymi systemami, w tle budując dość prostą gospodarkę i stocznie, pozwalające wytaczać w kosmos kolejne floty.

Przemieszczanie się po tej mapie potrafi być żmudne, a gra dokręca nam śrubę, raz za razem wypluwając inwazje kosmitów i goniąc nas wbudowanym w kampanię zegarem. Podczas gdy inne podobne produkcje mogą motywować nas do przesuwania po mapie jednej potężnej armii i podbijania nią kolejnych obszarów, tutaj nieustannie będziemy przeskakiwać między różnymi zgrupowaniami okrętów, starając się jak najlepiej odpowiadać na kolejne zagrożenia w miarę, jak odległości między krawędziami naszego imperium stopniowo rosną.

Rzeczą, do której można się w tym wszystkim przyczepić jest zarządzanie imperium, jakie budujemy. Z jednej strony fajnym elementem jest to, że podbijając układy gwiezdne składające się na całe systemy zajmujemy planety dające rozmaite bonusy, z drugiej jednak konieczność ręcznego przeszukiwania mapy  by znaleźć tę jedną planetę, którą chcemy rozwinąć w danej turze strategicznej kampanii jest dość męczące. Pojedyncze menu, zestawienie lub rozwijana lista zbierające potencjalne rozwinięcia w jednym miejscu znacząco pomogłyby czytelności gry, podobnie jak lepsze przedstawienie informacji o inwazjach. Problemy te nie grzebią gry, ani nawet znacząco nie rzutują na przyjemność, jaką z niej czerpiemy, ale sprawiają, że wszystko odczuwalnie się wydłuża.

Same kampanie powinny starczyć na kilkadziesiąt godzin zabawy, trzeba też przyznać, że Battlefleet Gothic Armada 2 dało nam całkiem ciekawe opowieści do rozegrania – zamiast standardowego konfliktu Marines-Chaos-Orkowie z przewijającymi się gdzieś w tle Eldarami, przejmiemy tu dowodzenia nad flotami Tyranidów i Eldarów (oraz oczywiście, ludzi), dając nam ciekawe spojrzenie na rzadko wypychane na pierwszy plan frakcje.

JEDEN LUB WIELU GRACZY

Wspomniałem już o tym wcześniej, ale Battlefleet Gothic Armada 2 trochę lepiej od swojej poprzedniczki godzi rozgrywkę w trybie kampanii z walką w sieci. Robi to, rezygnując ze szczegółowej personalizacji statków, na rzecz stworzenia gotowych jednostek przystosowanych do walki na różnych dystansach i rozmaitym uzbrojeniem. To dobry ruch, sprawiający, że nie przegrywamy z automatu z ludźmi, którzy poświęcili długie godziny dłubiąc w szczegółach każdego statku w swojej flocie.

Sieciowe starcia można rozgrywać w trybie 1 na 1 lub 2 na 2 na zasadach praktycznie takich samych, jak w kampanii, ale to nie jedyne, co możemy zrobić ze znajomymi – trzy fabularne opowieści także możemy rozgrywać w trybie kooperacji, choć niestety, nie dane mi było tego elementu przetestować.

PODSUMOWUJĄC

Battlefleet Gothic Armada 2 to całkiem solidna strategia która działa zarówno w sieci, jak i podczas samotnej rozgrywki. Tindalos niestety nie pamiętał, że kluczowym elementem klimatu Warhammera jest zadbanie o to, by każdy bohater brzmiał, jakby przed chwilą połknął garść żwiru, nie zobaczymy tu więc fantastycznych popisów głosowych w stylu pierwszego Dawn of War, ale ścieżka dźwiękowa towarzysząca bitwom doskonale uzupełnia wszelkie braki w klimacie. Jeśli szukacie kilkudziesięciu godzin strategicznej zabawy, to zdecydowanie tytuł godny polecenia.

Grę do testów dostarczyła firma CDP, za co serdecznie dziękuję!

Artur Cnotalski

Gra od kiedy pamięta. PCtowiec, który nie boi się konsol ani urządzeń przenośnych. Kiedy nie siedzi przy komputerze, prawdopodobnie gra w planszówki lub "papierowe" RPG.

Zostaw komentarz