Alternatywna wizja II Wojny Światowej. Recenzja trybu multiplayer Call of Duty: WWII

1

Szaleństwo.

Kampania fabularna nie była rewelacyjna, ale dosyć mocno trzymała się realiów historycznych. Rozgrywki wieloosobowe przedstawiają natomiast jakaś alternatywną rzeczywistość rodem z Wolfenstein II: The New Colossus, w której swastyka nigdy nie zagościła na mundurach, Murzynki z MP40 strzelają do Aliantów, a żołnierze po zakończonej walce tańczą lub wykrzykują „In your face!”. Iście kosmiczne rzeczy się tutaj dzieją, ale właściwie nie powinniśmy być tym faktem zaskoczeni, ponieważ twórcy od początku nie ukrywali, że tryb sieciowy ma służyć wyłącznie zabawie i zostanie stworzony w taki sposób, żeby nie dyskryminować żadnej grupy graczy. Pal licho, że to wszystko nie ma sensu i kompletnie gryzie się ze stosunkowo brutalną historią Danielsa i jego plutonu.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: KOMPANIA BRACI W KLIMATACH UNCHARTED. RECENZJA TRYBU FABULARNEGO CALL OF DUTY: WWII

FIKCYJNY KONFLIKT

Zapomnijmy jednak na chwilę o tym, że multiplayer COD: WWII niewiele ma wspólnego z tytułem gry. Skupmy się chwilę na samej rozgrywce, która zaskoczyła mnie w bardzo pozytywny sposób. Odejście od kosmicznych klimatów zdecydowanie wyszło serii na dobre – zrezygnowanie z jetpacków, biegania po ścianach czy ślizgania się po powierzchni mocno uspokoiło rozgrywkę. Właściwie, w najnowszej odsłonie serii wszystko zależy wyłącznie od tego, jak szybko sięgamy po broń i jak dobrze z niej korzystamy (bywają jednak problemy z hitboksami – postać nie zawsze umiera od strzału w głowę, albo gdy trafimy gdzieś obok, gra zalicza nam headshota). Potyczki zostały odpowiednio zbalansowane, co wynika chociażby z mocnego ograniczenia perków i innych dodatkowych bonusów mających kolosalny wpływ na przebieg spotkania. Tych oczywiście nie zabrakło, ale są znacznie bardziej wyważone niż poprzednio. Przede wszystkim, sprytna osoba na pierwszym levelu będzie mogła z powodzeniem ubić bardziej doświadczonego zawodnika. Wystarczy, że będzie strzelać celniej.

Początkowo serwery nie dawały rady.
Początkowo serwery nie dawały rady.

Po pierwszym uruchomieniu gry musimy zdecydować, do jakiej dywizji chcemy dołączyć. Każda z nich specjalizuje się w innym rodzaju uzbrojenia, co ma znaczenie podczas dalszej gry. Na szczęście, wybór ten nie jest wiążący i w każdej chwili możemy korzystać ze zdolności innej dywizji. Warto jednak wspierać tę pierwszą, ponieważ w ten sposób awansujemy na kolejne poziomy, odblokowując tym samym nieznaczne (ale przydatne) umiejętności, takie jak szybsze poruszanie podczas korzystania z przyrządów celowniczych, mniejsze obrażenia od ognia czy cichsze przemieszczanie się. Poza tym, każda z dostępnych broni również awansuje na wyższe poziomy, odblokowując tym samym dostęp do kolejnych dodatków. Nie zabrakło też nagród za serie punktów, które potrafią robić spustoszenie na mapie. Odblokowanie tych najlepszych wymaga jednak od gracza wysokich umiejętności, dzięki czemu dosyć rzadko spotykamy się z nalotami dywanowymi i innymi morderczymi atakami. Ostatnim rodzajem ulepszenia jest wybór jednego z treningów podstawowych aktywujących zdolność pasywną.

BEZ SWASTYKI, ZA TO ZE SKRZYNKAMI

Producenci przygotowali całkiem sporo trybów zabawy, zarówno podstawowych (Drużynowy Deatmatch), jak i tych trochę bardziej odjechanych – idealnym przykładem jest tutaj Futbol Rusztowy polegający na wrzuceniu lub przeniesieniu piłki do bramki przeciwnika. Jak widać, Niemcy z Amerykanami tylko udawali, że się nie lubią… Nie mam natomiast prawie żadnych zastrzeżeń (może poza znikomą liczbą map) do trybu Wojny. W tym przypadku drużyny zostają podzielone na maksymalnie sześciu członków, zmuszonych do wypełniania różnorodnych celów misji. W Operacji Overlord nie możemy dopuścić do przejścia wojsk alianckich przez plażę „Omaha”, natomiast innym razem musimy ukraść wrogowi zapasy paliwa bądź powstrzymać czołgi przed natarciem. Jeśli trafimy na ogarniętych ludzi skupionych na celach zadania, to zabawa bywa naprawdę rewelacyjna. Zdecydowanie najlepszy tryb w całym multi COD: WWII.

W Sztabie przyjmujemy rozkazy, za które otrzymujemy rozmaite nagrody.
W Sztabie przyjmujemy rozkazy, za które otrzymujemy rozmaite nagrody.

Sledgehammer Games przygotowało nawet HUB-a, zrobionego na modłę Destiny. Po wejściu do Sztabu natkniemy się na innych graczy, wstąpimy do rusznikarza, otworzymy skrzyneczki z kartami, weźmiemy udział w starciach „1 na 1” oraz przetestujemy dostępne nagrody za serie punktów. Jeśli dotychczas uważaliście, że w multiplayerze poczujecie chociaż odrobinę atmosfery i powagi II Wojny Światowej, to Sztab szybko was z tego wyleczy. Aż się łezka w oku kręci, gdy przypomnę sobie brutalne i mroczne realia trybu sieciowego w Call of Duty: World at War. Ten dostępny w WWII przypomina bardziej zabawę znajomych w ASG – każdy korzysta z jakiej broni chce (Nazista z Thompsonem? Czemu nie!), przywdziewa jaki mundur chce (amerykański, holenderski, do wyboru, do koloru), a po wygraniu meczu korzysta z gestu „Super duper”. No nic, uzbrajam swoją czarną Nazistkę i idę mordować tych przeklętych Aliantów, czy kim tam oni są…

Grę do testów dostarczyła firma Kool Things, za co serdecznie dziękujemy!

Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Dyskusja1 komentarz

Zostaw komentarz