Agent kompletny. Recenzujemy pierwszy sezon Hitmana

0

Nie mogło być tak od początku?

Nie będę wyjątkowy, gdy napiszę, że podział najnowszego Hitmana na odcinki był według mnie nietrafionym pomysłem. Ucierpiała na tym przede wszystkim historia, która w dotychczasowych odsłonach serii zazwyczaj prezentowała się przynajmniej znośnie. Na szczęście, pierwszy sezon już za nami, a gra trafiła do sprzedaży w kompletnym wydaniu. Dodatkowo, w moje ręce wpadła edycja na PlayStation 4, rozbudowana o kolejne bonusowe misje. Warto być obrażonym na IO Interactive za dziwną decyzję z epizodycznością tytułu czy lepiej dać szansę ich nowemu produktowi? Już spieszę z odpowiedzią.

OPOWIEDZ MI HISTORYJKĘ

Zanim przejdę do samej rozgrywki, chciałbym chwilę miejsca poświęcić fabule. Ta została niedokończona, dlatego nie można w pełni ocenić jej jakości. Rozwiązanie intrygi poznamy w drugim, a może i nawet trzecim sezonie. Mimo to, sceny przedstawione po każdym z odcinków jakoś szczególnie mnie nie angażowały. Kilka motywów było naprawdę interesujących, ale całość została przedstawiona w niezbyt przystępnej formie. Produkcja co chwilę rzuca nam pod nogi kolejne poszlaki, ale nie mają one najmniejszego wpływu na misje agenta 47. Brak tutaj jakiejkolwiek filmowości, którą mogliśmy zobaczyć w innych częściach. Wszystkie zadania polegają na oddaniu w ręce gracza ogromnej swobody, rezygnując z jakichkolwiek wyreżyserowanych wstawek rozgrywanych z zamkniętych lokacjach. Przyznam szczerze, że trochę mi tego brakowało, aczkolwiek to co przygotował producent w pełni zrekompensowało mi stratę. I choć uważam, że jest to jeden z lepszych Hitmanów w historii (pod względem rozgrywki), to jednak  brakuje mu tego czegoś, przez co ucierpiała warstwa emocjonalna gry.

W edycji kompletnej otrzymujemy dostęp do m.in.: sześciu rozbudowanych misji, dodatkowego trybu rozgrywki, celów przygotowywanych przez społeczność, trzech nowych zadań oraz dodatku Szóstka z Sarajewa, gdzie polujemy na dowódców odpowiedzialnych za śmierć wielu osób na terenie byłej Jugosławii. Świetnie sprawdza się również tryb Eskalacja, polegający na eliminowaniu oponentów w sposób wybrany przez twórców gry. Wymusza to na graczu podejmowania konkretnych działań, które zazwyczaj nie są łatwe do zrealizowania. Kolejnym utrudnieniem tego rodzaju rozgrywki jest podział na etapy. W pierwszym zabijamy wyłącznie jeden cel, a wraz z kolejnymi rundami dochodzi nam więcej ludzi do ubicia. Producent nie zapomina też o aktualizowaniu Nieuchwytnych celów, zmieniając je co kilka dni. W tym przypadku mamy właściwie jedno podejście do zaliczenia zadnia. W sytuacji, gdy zginiemy, nasza ofiara ucieka z miejsca zbrodni i już nigdy więcej nie będziemy mieli do niej dostępu.

GAROTĄ CZY NOŻYCZKAMI?

Tak pokrótce można opisać tryby gry i rodzaje misji, jakie przygotowało IO Interactive. Postepy gracza zostają ładnie zliczane w punkty, więc możemy porównać swoje osiągnięcia z innymi użytkownikami. Zdobywanie poziomów mistrzowskich na danych planszach powiązane jest także z odblokowywaniem nowych położeń początkowych czy miejsc na przemycone przez ICA przedmioty. Zanim natomiast zaczniemy kombinować z opcjami, warto zaliczyć misje fabularne w sposób przygotowany przez developera. Każda z lokacji ma swój unikatowy klimat i wymusza na graczu trochę innego podejścia do rozgrywki. Oczywiście w większości misji przeciwników zabijamy lub ogłuszamy w podobny sposób, ale inaczej wygląda droga do wykonania zlecenia. Gdy trafiamy na paryski pokaz mody, możemy śmiało przedzierać się pomiędzy ludźmi jako jeden z gości. Z kolei, gdy produkcja rzuca nas w sam środek obozu paramilitarnej armii, wtedy jesteśmy zmuszeni do skradania i korzystania z osłon niczym Sam Fisher. Oczywiście ważną rolę odgrywają także przebieranki, czyli jeden ze znaków charakterystycznych całej serii.

Atmosfera robi się zbyt gorąca. Dobrze, że pod ręką jest gaśnica.
Atmosfera robi się zbyt gorąca. Dobrze, że pod ręką jest gaśnica.

Przy podejściu do pierwszej misji miałem ochotę narzekać, że producent mocno uprościł rozgrywkę, pomagając graczowi masą  wskazówek i „ułatwiaczy”. Dopiero gdy poszperałem w menu, okazało się, że gameplay można dostosować do własnych potrzeb, wyłączając wszystkie podpowiedzi oraz elementy interfejsu. Zapewniam, że wtedy nawet największy maniak cyklu będzie miał problemy z dotarciem do finału. Jeśli jednak nie jesteście masochistami, warto korzystać ze wszystkich „wspomagajek”, ponieważ gra i tak nie należy do najprostszych – zwłaszcza przy pierwszym podejściu, gdy nie znamy dokładnie rozkładu mapy. Otrzymywane wskazówki pokazują nam wyłącznie w jakie miejsce musimy dotrzeć, ale nie zdradzają w jaki sposób mamy to zrobić. Dzięki temu, nie można powiedzieć, że gra cały czas prowadzi nas za rączkę, bo byłoby to sporym nadużyciem. Poziom trudności został tak wyważony, żeby nowi użytkownicy mogli wsiąknąć w klimat marki Hitman, a starzy wyjadacze nie odczuwali zażenowania.

HITMAN (NIE)POPEŁNIA BŁĘDY

Dzieło IO Interactive nie zostało natomiast pozbawione błędów technicznych. Co prawda, na PlayStation 4 Pro gra śmiga w sześćdziesięciu klatkach na sekundę (bywają drobne spadki), ale niekiedy natrafiałem na artefakty graficzne czy zbyt wolne doczytywanie tekstur. Poza tym, samo wykonanie lokacji wywołuje u mnie pewne zmieszanie. Zwiedzając niektóre miejsca byłem zachwycony ich poziomem szczegółowości i jakością wykonania, a innym razem odnosiłem wrażenie, że mam do czynienia z tytułem wydanym na konsole poprzedniej generacji. Widać to zwłaszcza w pierwszych epizodach, ponieważ te późniejsze w dużej mierze wyglądają bardzo dobrze – zwłaszcza etap w Japonii.

Ostania misja w Japonii jest zdecydowanie jednym z lepszych etapów gry.
Ostania misja w Japonii jest zdecydowanie jednym z lepszych etapów gry.

Za kolejny minus produkcji uważam sztuczną inteligencję ludzi występujących w grze. Rozumiem, że gdyby wszyscy zachowywali się tak jak w prawdziwym świecie, to prawdopodobnie nie przeszlibyśmy pierwszej misji, ale czasami ich głupota bywa aż nadto dużo. Przykład: zakładam strój kucharza, wchodzę na miejsce pracy i przyrządzam na oczach całego tłumu specjalne sushi z trucizną. Następnie podchodzi do mnie mój cel i zjada przygotowaną przeze mnie potrawą. Po chwili pada na ziemię w konwulsjach, a ludzie wokół nie wiedzą o co chodzi… Skoro już narzekam, to od razu napiszę, że gra cały czas musi działać w trybie online, gdyż nie współpracuje z zapisami zrobionymi podczas rozgrywek offline. To nietypowe rozwiązanie jest o tyle upierdliwe, że serwery Square Enix nie zawsze działają tak jak należy i mają tendencję do rozłączania się w najmniej oczekiwanym momencie.

Hitman, pomimo kilku niedopracowanych elementów, to gra niezwykle udana. Mała liczba map została zrekompensowana ich wielkością oraz wieloma możliwościami na wykonanie zadań. Zazwyczaj w jednej misji mamy dwie lub trzy osoby do wyeliminowania, co dodatkowo wzbogaca rozgrywkę. Największym atutem dzieła IO Interactive jest jego… nieograniczoność. Choć grę można ukończyć w niecałe dziesięć godzin, to jej złożoność nieustannie zachęca nas do podejmowania kolejnych prób. Gdy dołożymy do tego kolejne tryby i ciągle rozwijaną zawartość, to może się okazać, że przed konsolą spędzimy wiele, wiele wieczorów.

Grę do testów dostarczyła firma Cenega, za co serdecznie dziękujemy!

 

Werdykt

  • Fabuła i klimat
    6.5
  • Grafika
    7.5
  • Dźwięk
    9
  • Dopracowanie
    8.5
  • Grywalność
    9
  • Ocena użytkowników (0 głosów)
    0
    Your Rating:
Podsumowanie

Nie wszystkie pomysły w Hitmanie spełniły moje oczekiwania, ale i tak uważam, że jest to jedna z lepszych odsłon serii. Oby tylko twórcy wyciągnęli odpowiednie wnioski i jeszcze bardziej przyłożyli się do pracy przy drugim sezonie.

81%
81
Bardzo dobra
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz