5 rzeczy, które zawiodły w filmie Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi

0

ZMARNOWANY POTENCJAŁ BOHATERÓW

Ostatni Jedi był wręcz przepełniony postaciami, które w założeniach miały wiele do przekazania. Niestety, ostatecznie jedynie Rey i Kylo Reno zostali w miarę sensownie rozpisani, a ich niemalże erotyczna więź była czymś odświeżającym. Najbardziej niezrozumiałą decyzją było natomiast przywrócenie do życia Phasmy, tylko po to, żeby za chwilę znowu posłać ją w diabły. Twórcy próbowali zrobić nowego Boba Fetta, ale bohaterka miała zdecydowanie zbyt mało czasu, żeby zdążyć ją polubić. Prezentacja Snoke’a także pozostawia wiele do życzenia. Nie chodzi mi nawet o fakt zatajenia jego przeszłości (enigmatyczność działała akurat na plus), ale o sposób przedstawienia go na ekranie.

J.J. Abrams w Przebudzeniu Mocy sugerował, że będziemy mieli do czynienia z kimś potężnym, z kimś kto jest w stanie nieźle namieszać w galaktyce, natomiast postać Snoke’a według Johnsona idealnie wpisuje się w zasadę „kozak w necie, pi*** w świecie”. Mam nadzieję, że w kolejnym epizodzie jeszcze będziemy mieli okazję zmienić o nim zdanie, ale na tę chwilę, to typowy kosmiczny cwaniaczek, który więcej gadał, niż robił. W trakcie seansu Ostatniego Jedi bolało mnie również to, co zrobiono z Leią – właściwie była niepotrzebna w żadnej scenie i służyła wyłącznie jako element scenografii. Ponadto, scena w przestrzeni kosmicznej z księżniczką à la Marry Poppins lub Superman również nie zadziałała na korzyść tej bohaterki.

     

 
1 2 3 4 5 6
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz