5 rzeczy, które zawiodły w filmie Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi

0

BRAK ODWAGI TWÓRCÓW

Disney udowodnił przy okazji premiery Łotra 1, że potrafi zdobyć się na dojrzałą historię osadzoną w uniwersum Gwiezdnych Wojen. W przypadku ósmego epizodu reżyserowi zabrakło odwagi na przygotowanie mocnych scen, które na długo zapadłyby nam w pamięć. Mam tutaj chociażby na myśli rewelacyjny fragment, w którym Finn z pełną prędkością naciera na taran Najwyższego Porządku, który za chwilę wystrzeli potężną wiązką lasera zdolną do zniszczenia jedynej bramy chroniącej życie Rebeliantów. Autentycznie czułem poruszenie, gdy bohater zbliżał się coraz bardziej do celu, wiedziałem, że będzie to ważny moment.

Aż tu nagle jedna z bohaterek ładuje się w pojazd Finna i niweluje jego wielkie poświęcenie, odkupienie win za „pracowanie” dla wroga, za niewykonanie misji z Ostatniego Jedi. Przecież to byłoby idealne zakończenie wątku tej postaci, piękne i wzruszające. Zamiast tego dostaliśmy tandetnego buziaka, prawdopodobnie prowadzącego do mizernego wątku miłosnego w kolejnej części. Podobnie wyglądał fragment ze Skywalkerem, który w pojedynkę stanął przed maszynami kroczącymi. WOW, Luke zaraz rozwali armię wroga, uratuje wszystkich sprzymierzeńców i pokaże jak silna jest w nim Moc. Chyba nie muszę mówić, jak wielkim zawodem okazało się to, co wymyślił Johnson. Sam motyw z iluzją był ciekawy, jednakże wykorzystano go w zły sposób. Najgorsze jest to, że chwilę po tym, postać Skywalkera uśmiercono, przez co scena nie robiła już takiego wrażenia, jak powinna. Zwłaszcza, że jego odejście (czy tam połączenie się z Mocą) wyglądało niezwykle tandetnie i naiwnie.

     

 
1 2 3 4 5 6
Łukasz Morawski

Prawdopodobnie urodził się z padem w ręku i kawałkiem pizzy w ustach. Miłośnik wszystkiego co jest związane z kulturą popularną i nowymi technologiami. Gra w gry, ogląda filmy, czyta książki i komiksy. Jedno jest pewne - nie ma czasu na nudę.

Zostaw komentarz